sobota, 23 marca 2013

Rozdział 3 ♥ "Światła samochodowe." ♀

    środa, 9 sierpnia 2012r.
    Za drzwiami stał Louis i jego rodzice. A co on tu robi?! On jest synem znajomych mamy? Kiedy mnie zobaczył jego mina wyglądała dokładnie tak samo jak moja.
    -Alice, poznaj moich znajomych i ich syna Louisa.
    -Hej, miło cię znowu widzieć, Louis.
    -To wy się już znacie?
    -Mieliśmy okazję się już poznać, prawda Al?
    -Tak. -uśmiechnęłam się.
Mama zaprowadziła gości do jadalni. Wszyscy usiedliśmy przy stole i zajeliśmy się wcześniej przygotowanym posiłkiem. Rozmowa jak zawsze była drętwa i każdy uważał co mówi. Czułam jak Chris pożerał mnie wzrokiem, chociaż siedział obok mnie. Nie na widzę gdy to robi, bo wtedy wszystkie oczy są skierowane na nas, razem z Louisem, który czuł się już trochę zakłopotany.
    -Louis, słyszałem, że grasz w zespole?- zapytał Chris? W końcu.
    -Tak, śpiewam w zespole One Direction.
    -No właśnie, zapomniałem tylko nazwy. Wasz perkusista to mój przyjaciel, Josh. Bo jest was pięciu?
    -Yhym.- Lo już znudził się tą rozmową, mówiłam! Jest nudziarzem.- Ja, Liam, Zayn, Niall i Harry.- Jedzenie podeszło mi do gardła i zatrzymało oddech. Serce stanęło, a z oczu poleciały łzy. I znowu wypowiedzenie jego imienia wypalało mnie od środka. Kolejna fala wspomnień. Odsunęłam szybko krzesło i pobiegłam Nie zwracałam uwagi na wołanie Chrisa i mamy. Czułam, że muszę szybko znaleźć się w tym samym miejscu co on.
Tylko kim był on? Wybiegłam z domu, najszybciej jak potrafiłam. 
    Biegnę..., już znanym mi korytarzem. Tym razem już jestem na jego końcu. Nie boję się. Wchodzę na drewniane kręte schody. Co raz szybciej pokonuję następne schody, przybliżające mnie do niego. Ale mimo to czuję, że mam mało czasu. Czuję, że go tracę. Jeszcze tylko trochę...
   Stoję na środku ulicy. Zimne krople deszczu spadają na moje włosy i twarz. Co się stało? Odwraca się do tyłu, ale nic nie widzę, ponieważ rażące żółte światła oślepiają mnie, a potem już tylko ciemność...Bo wszystko dzieje się po coś....
~~*~~
   A więc UWAGA!
Postanawiam zawiesić bloga na czas nieokreślony!
Pozdrawiam i Do zobaczenia!
Kiedyś.....Może.....
   
   

wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 2 ♥ "Ciągły pośpiech."

    środa, 9 sierpnia, 2012r.
    Rano obudził mnie dźwięk dzwonka. Po całym pokoju rozniosła się piosenka Taylor Swift - The Way I Loved You. Lubiłam tą piosenkę, chociaż tak naprawdę nie przepadam za utworami Taylor. Spojrzałam na godzinę, piętnaście po dziesiątej. A to jeszcze mogę pospać. I tak właśnie położyłam się spać dalej. Ale tym razem nie mogłam zasnąć tak szybko (co u mnie jest bardzo dziwne), ponieważ cały czas moją głowę zawracał Harry. Dlaczego właśnie on? Na to pytanie próbuję odpowiedzieć sobie już od jakiejś godzinny. Tak nie powinno być! Jestem z Chrisem i to właśnie z nim jestem szczęśliwa! Tak! Nie, wcale nie.. Już od dłuższego czasu męczę się. Ten związek mnie dobija. Przy nim nie potrafię być sobą. Z resztą to nie jest dobre, jak okłamuję siebie i Chrisa jednocześnie. Przyjmując, że jesteśmy szaleńczo w sobie zakochaną parą. Z każdym dnie próbuję uświadomić sobie fakt, że to właśnie on jest tym jedynym. I już prawie mi się to by udało, gdyby nie fakt, że mój najlepszy przyjaciel (jeżeli mogę go nadal tak nazwać) jest przyjacielem z zespołu chłopaka, z którym się umówiłam na kawę. Wydaje się to bardzo zagmatwane. Nie to jest zagmatwane. Yhhh... kończę z tym! Nie będę psuła sobie dnia zmartwieniami o Harrego, a tym bardziej Christophera! Spojrzała po raz drugi już dzisiaj na zegarek. Dwunasta dwadzieścia cztery. Już?! Przecież dopiero co była 10?! Za szybko! Zdecydowanie za szybko biegnie mój czas! Jest południe, a ja siedzę nieogarnięta w piżamie na moim łóżku! Jakiś absurd, muszę się ogarnąć.
    I właśnie w tym momencie do mojego pokoju weszła moja kochana mama.
    -Ty jeszcze w piżamie?! Jest południe!
    -Jak widzisz..- uśmiechnęłam się głupio.
    -Widzę, ale nie wiem czy ucieszy cię fakt, iż musisz za pół godziny być na lotnisku.
    -A po co mam iść na lotnisko?- i właśnie wtedy przypomniało mi się, że dzisiaj przyjeżdża mój brat z Ameryki, a ja mam go odebrać. No świetnie! Niby jak ja się teraz wyrobię! Wstałam i szybko pobiegłam do łazienki. Mama się zaśmiała. A ja do niej jeszcze tylko krzyknęłam. "Dlaczego mnie nie obudziłaś?!" Nie usłyszałam już odpowiedzi, ponieważ stałam już pod prysznicem. Uwielbiam gdy zimne krople wody opadają na moje rozgrzane ciało. Czuję się wtedy wolna. To dziwne, ale prawdziwe. "Tak to najlepsze określenie."- pomyślałam. Po odprężającym prysznicu poszłam się ubrać. Wspominałam już, że jest środek lata, prawda? Jak nie to mówię teraz. Jest dzisiaj 9 sierpnia 2012 roku.
     Zeszłam do kuchni, mama siedziała już przy stole. Zrobiłam kanapki i usiadłam obok niej. Uśmiechnęła się do mnie i przez chwilę ilustrowała mnie wzrokiem. Wiedziałam, coś ode mnie chce. Jakiejś przysługi.
    -Mam coś na twarzy?- spytałam, kiedy trwała w takiej pozycji już przez jakiś czas.
    -Nie, wyglądasz bardzo ładnie. Używałaś mojego fluidu? Znowu?
    -Mamo, ja się nawet nie zdążyłam umalować! Nie wspominając już o mojej szopie na głowie!
    -Na wieczór się wyszykuj. O 19 przychodzi Christopher z rodzicami i moi znajomi z synem.- odpowiedziała już poważniej. Mama zawsze używała pełnego imienia Chrisa. Chciała tym podkreślić jaki to on jest mądry. W rzeczywistości uczył się przeciętnie, a pasji tak naprawdę żadnej nie miał. Tyle tylko, że odziedziczy firmę po ojcu. Ale zaraz co ona powiedziała? Nie znowu! Mama uwielbiała robić tak zwane "Rodzinne obiadki." Ja za to tego ich nie znosiłam. Wszyscy byli tacy sztuczni i zapatrzeni w siebie, że mnie od razu mdliło. Może i kochałam mamę nad życie i tak na prawdę zwierzałam się jej z wszystkiego oraz otrzymywałam od niej wspaniałe rady. To i tak za te cudowne obiady jej nie na widzę. Od śmierci taty zrobiła się taka jak rodzice Grace. No może bez przesady. No, ale coś w po dobie.
    -Czy syn twoich znajomych jest przystojny?
    -Nic ci do tego! Po za tym jest od ciebie o dwa lata starszy! A ty masz chyba chłopaka, prawda?!- To nie było pytanie, to była już odpowiedź.
Szepnęłam tylko po cichu.
    -No właśnie chyba...
~~*~~
    " Teraz była piosenka Rihanny - Stay! A teraz zapraszamy ..." - Słuchałam radia, w autobusie, który ma mnie zwieść na lotnisko. Tak na prawdę to Adam mógłby sam przyjechać do domu, a nie mama wysyła mnie po niego, jakby miał 10 lat. "Nad opiekuńcza." - pomyślałam. 
" A teraz najnowszy utwór najsławniejszego zespołu w Anglii, One Direction - One Way Or Another."- głos spikera rozbrzmiewał w moim uchu. Pierwsze nuty, a później słowa chłopaka. Chłopaka, którego głos mogę rozpoznać, a nawet nie mogę, ale wiem! Wiem i chyba najbardziej to mnie martwi. To głos...
    -Harrego!- krzyknęłam na cały autobus, ale mnie to nie interesowało co ludzie sobie teraz o mnie myślą, ale głos chłopka, na którym kiedyś mi tak cholernie zależało. I chyba nadal zależy... 
Zwrotka Harrego się skończyła, może i nie znam tego zespołu, ale można się tego domyślić, ponieważ każdy z chłopaków ma inną barwę głosu. Muszę przyznać rację Meg, rzeczywiście fajnie śpiewają. Ale nie ja nie będę obsesyjną fanką. Ja nawet wcale nie będę fanką. Po prostu podoba mi się ich piosenka. Z resztą komu ja się tłumaczę. Nie będę i koniec! Yhh.. znowu. 
~~*~~
    I znowu pośpiech, a dlaczego? Już tłumaczę. A, więc w naszym kochanym Londynie nie można się nigdzie dostać w godzinach popołudniowych. Pierwsze co mi się nasunęło na myśl to korki...i to nie znowu takie małe. Staliśmy chyba z pół godzinny. A Adam to już chyba na lotnisku wyrywa sobie ostatnie włosy. Dzwonił do mnie już  ze sto razy, ale ja się przecież i tak nie dowiem, bo mi się telefon rozładował. Jak pech, to pech. W KOŃCU! W końcu dotarłam na lotnisko. Wchodzę już do pomieszczenia przez szklane drzwi. Wbiegam do zimnego pomieszczenia. I co widzę? Multum ludzi śpieszących się na swój lot, a  mojego brata za to nie widać. Odwracam się do tyłu i wpadam na kogoś. Tym kimś okazuje się mój 'kochany chłopak' mam nadzieję, że wyczuliście ten sarkazm. Kiedy w końcu zauważył kim jestem mocno mnie do siebie przytulił i lekko musnął moje usta swoimi.
    -Co tu robisz?
    -To samo mogę spytać ciebie. Przyjechałam po Adama.
    -Może was odwieść?- zapytał, chociaż doskonale wiedział, że nie odmówię. 
    -Jeżeli masz czas?
    -Dla ciebie zawsze mam czas.- złapał mnie za rękę.
    Idę, a ludzie mijają mnie tak zwyczajnie, nie zatrzymują wzroku, w natłoku swoich spraw śpieszą się, pokonują kolejne metry, a ja z nimi poszukując mojego brata. Moja ręka, złożona w jego dłoni, prawie się nie zaciska. Jakby go nie czuła. Jakby szedł niby ze mną, niby obok, ale był dokładnie tak samo obcy jak ci bezimienni, mijający nas przechodnie. Idziemy w milczeniu i tylko natłok moich myśli miesza się z hałaśliwymi odgłosami głośnego lotniska, na którym nikt nie ma czasu na nic, ale wydaje mi się, że krzyczę, że właśnie teraz krzyczę, a nikt nie zwraca na mnie uwagi. Wołam o pomoc najgłośniej jak potrafię, ale nikt mnie nie słyszy i nikt nie odwraca wzroku. Zastanawiam się, czy już od dawna nie wierzę, czy dopiero dziś zaczęłam wątpić...
    Idę, ale ktoś mnie łapie za rękę. Nie poznaję dotyku ani zapachu.
    -Czy pani jest rodziną tego chłopaka?- wskazał na zdjęcie. Wiedziałam kim jest, ale nie widziałam go. Zdjęcie było białe, a widać tylko czarne kontury, dające rozpoznać płeć.
    -Tak.- odpowiedziałam,
    -Przykro mi, zginął w wypadku samolotowym.
    I teraz już nic się nie liczyło. Ne słyszałam już nic więcej... Dla mnie czas się już zatrzymał. Puściłam rękę Christophera i biegłam. Biegłam jak najdalej z miejsca. Kim Z miejsca, które daje mi tyle bólu. Kim był ten chłopak? I dlaczego tak cholernie mi na nim zależy? Dlaczego jego śmierć przynosi mi tyle bólu. Nie on żyje....Wiem to i czuję, że jest. [...] Wbiegłam na korytarz. Ściany były całe po zdzierane. Podłoga skrzypiała, tak jakby miała się po de mną zawalić. Z pokojów obok słychać krzyki i wołanie o pomoc. Ale mimo to biegłam. Nie zatrzymałam się, bo wiedziałam, że go tam nie ma. Nie przerażało mnie to miejsce. Czułam, że muszę go znaleźć. Gdzie kol wiek jest...
    Obudziłam się zalana motem i łzami. Mama siedziała na końcu mojego łóżka. Wciąż nie mogłam się otrząsnąć. To było ponad moje siły. Kim jest chłopak? Chłopak, który jest tak bardzo dla mnie ważny, a ja nie zdążyłam go znaleźć? Co się stało z Adamem? Gdzie on w ogóle jest?!
    -Gdzie jest Adam!? 
    -W swoim pokoju Christopher go przywiózł, ponieważ zasnęłaś i nie chciałam cię budzić.
    -Co tu robisz?
    -Usłyszałam jak krzyczysz, więc przyszłam.
    -Wiesz może co mówiłam.
    -Za bardzo nie rozumiałam. Powiesz co się stało?- Tak, dużo mi pomogłaś mamuś.
    -Nie chcę o tym rozmawiać mamo. Mogłabyś wyjść.
    -Tak, ale na pewno wszystko w porządku?
    -Tak, jest dobrze.
    I po co znowu się sama okłamuję? Nie jest dobrze! Boję się! Cholernie się boję! To nie jest pierwszy raz kiedy przytrafia mi się taki sen. Już parę razy widziałam kontury chłopaka, który tak bardzo jest dla mnie ważny, a ja wiem, że nie mogę go stracić. Codziennie próbuję wyobrazić sobie jego postać. Jeszcze nigdy nie byłam tak blisko poznania go. Boję się.... Dlaczego to spotyka właśnie mnie? Wiem jedno. Na pewno muszę go znaleźć. Położyłam znowu głowę na poduszce. 
    Tak w ogóle co ja robię w łóżku, kiedy przecież byłam na lotnisku?...
~~*~~
    Szłam, a raczej biegłam do MilkShakeCity na spotkanie z Louisem. A biegłam dlatego, że jest już dziesięć po czwartej. Tak jak zwykle musiałam się spóźnić. Jak byłam mniejsza mówiłam sobie, że spóźnieni goście są najbardziej wartościowi, tylko inaczej jest jak idziesz na urodziny swojej dziesięcioletniej koleżanki, a inaczej jak idziesz na spotkanie z cudnym chłopakiem z kina, a tak na prawdę to z toalety. Mokra już z potu weszłam do kliamtyzowanego pomieszczenia. Od razu poczułam zimny powiew na twarzy. Zaczęłam szukać wzrokiem chłopaka. Siedział przy stoliku pod oknem. Już chyba był trochę podenerwowany, ponieważ co chwilę zerkał na swój zegarek sprawdzając godzinę. Podeszłam szybko do stolika, nie zmuszając go do dłuższego czekania. Otwrócił głowę do mnie i się uśmiechnął.
    -Cześć, przepraszam, że się spóźniłam. Długo już czekasz?
    -Hej. Nie... no dobra może trochę. A teraz się tłumacz.
    -Słucham?- zajęłam miejsce na przeciwko niego.
    -Nie mów słucham, bo....- zmieszał się trochę- Tłumacz się dlaczego się spóźniłaś.
    -Ja? Ponieważ zasnęłam i się obudziłam za późno. 
    Złożyliśmy swoje zamówienia. Świetnie minął mi czas z Louisem. Jest to na prawdę fajny chłopak. Znamy się tylko jeden dzień, a rozmawiamy jakby całe życie. No może bez przesady, ale przynajmniej lepiej niż z Chrisem. Rozmawialiśmy jeszcze z godzinę. A później poszliśmy na mały spacer po parku. Louis odprowadził mnie pod sam dom.
    -Dziękuję, świetnie się bawiłam.
    -To ja dziękuję, że w ogóle zgodziłaś się, pójść.- uśmiechnęłam się do niego co odwzajemnił.- Może miałabyś ochotę, przyjść do mnie. To znaczy do mnie i chłopaków. Hmm?
    -Jasne.
    -To może w piątek o 18? Przyjadę po ciebie?
    -Oczywiście, to do zobaczenia.
    -Do zobaczenia.
~~*~~
    Chodzę po pokoju. W jedną, w drugą stronę. Wdech, wydech i znowu wdech i wydech. Denerwuję się. Tylko czym? No właśnie. Christopher. To mój powód do obaw. Boję się, że przy stole mnie przytuli albo pocałuje. Co ja mówię na pewno to zrobi! I właśnie dlatego się denerwuję, a powinnam cieszyć, prawda? I jeszcze ci znajomi mamy. Następni ludzie, których muszę okłamywać. Dlaczego? Dlaczego ja to robię? Dla mamy. Ale przecież, ona chyba chce, żebym była szczęśliwa ,prawda? To dlaczego nie widzi chłodu pomiędzy mną, a Chrisem? Dlaczego nie może zrozumieć, że ja go nie kocham. Może dlatego, że nigdy z nią o tym nie rozmawiałam. Nieważne, przeżyję. Tyle już razy udawałam. Tylko wtedy nie byłam do końca przekonana? A teraz jestem? No właśnie. To pytanie nasuwała mi się na myśl tyle razy, a ja nadal nie potrafię odpowiedzieć. I tak na prawdę jeszcze nie jestem przekonana. Tego wszystkiego jest za dużo, a ja teraz nie mam siły o tym myśleć. Stoję na środku pokoju w tym stroju i przeglądam się w lustrze powieszanym nad szafką. "Wyglądam całkiem nieźle"- pomyślałam. W tym momencie weszłam moja mama.
    -Wyglądasz ślicznie. Brakuje ci tylko czegoś na szyi.- mama uwielbiała biżuterię i zawsze się nią obwiesza. 
    -Dziękuję, ale mamuś chyba już nie potrzebuję żadnego naszyjnika.
    -Jak mówię, że potrzeba to potrzeba.- Tak moja mama należała do osób upartych, podobnie jak ja. Wyjęła z szuflady pudełeczko, w który trzymałam wszystkie łańcuszki. Nie pamiętam już kiedy w ogóle to niego zaglądałam. Rzadko noszę jaką kol wiek biżuterię. 
    -Jest! Takiego właśnie szukałam. Gdzie go kupiłaś?- powiedziała i pokazała mi złotą przywieszkę w kształcie serduszka, którą wyjęła z małego czerwonego pudełeczka. Zrobiłam się blada. Serce na chwilę stanęło, a mózg próbował przypomnieć sobie  momenty z tamtych lat. Im jestem starsza, tym trudniej mi jest coś sobie przypomnieć. -Wszystko w porządku?- spytała zmartwiona mama.
    -To naszyjnik od Harrego- wydukałam. Nagła fala bólu, a potem rozpacz, którą próbowałam zatrzymać. Nie wytrzymałam, łzy poleciały mi ciurkiem po rozgrzanym policzku. 
    -Przepraszam, nie wiedziałam. Już nie płacz, bo za chwilę przyjdą, a nie chcę, żebyś była rozmazana.- Teraz to już na prawdę nie wytrzymałam.
    -Jak możesz?! Teraz jest ważne czy się rozmarzę?! Pytam się! Nie widzisz, że się męczę?! Nie kocham Chrisa! Nie jest taki jak ci się wydaje! Cudowny i mądry! Tak na prawdę to nudziarz! Nie mamy wspólnych tematów! Męczę się! A robię to tylko dla ciebie! 
    -Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?
    -Wiedziałam, że zależy ci na naszym związku, przepraszam.-powiedziałam, a mama mnie mocno przytuliła. Zrozumiała! Naprawdę zrozumiała!
    -Tylko jest mały problem.- oho, jakbym miała za mało problemów.- Nadal musisz udawać dziewczynę Christophera.- Zawsze jak już myślę, że będzie dobrze to potem itak wszystko się pieprzy. Ale czego się spodziewałam? 
    -Że co?! Mówiąc to miałam na myśli, że nie będę musiała udawać
    -Niestety, przecież nie powiesz mu dzisiaj, prawda? Po kolacji rób co chcesz, ale teraz jeszcze udawaj. Czekam na dole.- Wyszła z pokoju. Świetnie! Znowu muszę odstawiać tą całą szopkę.Usiadłam na łóżku i z pod poduszki wyjęłam mój obklejony zeszyt z milionem wspomnień. Zaczęłam go pisać, kiedy wyjeżdżałam z Holmes Chapel. Nie mogłam wszystkiego powiedzieć mamie, a musiałam to z siebie wyciągnąć, więc najlepszym pomysłem okazał się pamiętnik. Otworzyłam zeszyt. Doskonale pamiętam ten wpis. To były pierwsze dni w Londynie. 
    Londyn nigdy nie zasypiał. Był jak machina, którą ktoś kiedyś wprowadził w ruch i już nie umiał jej zatrzymać. Miał w sobie to niezwykłe tętniące energią życie, którego ja od jakiegoś czasu byłam zupełnie pozbawiona. Jednak mimo to szłam dalej. Chociaż nadal mi ciężko po stracie Harrego, nadal pamiętam słowa, które często mi mówił "Nasz jeden dzień będzie trwał zawsze, dopóki ono bije dla ciebie..."
    To właśnie Londyn pomógł mi zapomnieć o tamtym życiu. To właśnie dzięki niemu jestem teraz kim jestem i dzięki niemu mam siłę iść dalej przed siebie, nie zważając na rzeczy otaczające mnie. W końcu schowałam pamiętnik na jego poprzednie miejsce, przejrzałam się w lustrze i zeszłam na dół. Christopher z rodzicami niestety już był. Podszedł do mnie i chciał mnie pocałować, jednak ja się odwróciłam. Mama popatrzyłam na mnie proszącym wzrokiem. Uśmiechnęłam się sztucznie i usiadłam przy stole. Czekaliśmy tylko na znajomych mamy. Ciekawe kim jest ich syn? Za długo nie musiałam czekać, ponieważ zadzwonił dzwonek informujący o przybyciu gości. Mama szybko poszła otworzyć, a ja razem z nią. Każda, nawet mała sekunda jest warta nie patrzenia na rodzinę Christophera. Otworzyła drzwi, a ja otworzyłam szeroko usta. Za drzwiami stał...
_______________________________
Witajcie Kochane! <3
To znowu ja! 
Jak Wam się podoba rozdział drugi?
Bardzo bym prosiła, abyście wyraziły, 
swoją opinię w komentarzu! <3
Pozdrawiam,
I uwaga nie wiem czy będę jeszcze pisała, 
bo bardzo mało was jest :(
~~By Julia~~

    

niedziela, 10 marca 2013

Rozdział 1 ♥ "Zbieg okoliczności."

    wtorek, 8 sierpnia, 2012r.
    -"Let’s go crazy, crazy, craz, Till we see the sun...."
    -Megg...ile razy jeszcze mam tego słuchać.- jęknełam kiedy moja przyjaciółka zaśpiewała tą samą piosenkę poraz setny.                                                                                                      
    -Nie wiem....Co ci w nich przeszkadza? Młodzi, przystojni i utalentowani..-rozmażyła się Megan..
    -Czy to jest istotne? Po prostu nie lubię ich muzyki.
    -Nawet ich nie słyszałaś, a ocenieasz.
    -Oj słyszałam i to wiele razy w twoim wydaniu i myśle, że tyle mi wystarczy. Nie zabraniam ci ich słuchać i podkochiwać. Nie wspominając już o spacerach z plakatami. Co jest już chyba trochę chore. Nie uważasz?
    -Ygh....Co ja ci poradzę, że oni proszą abym z nimi wyszła?
    -Pozwolisz,że nie będę wnikać w szczegóły. A teraz już chodź, bo się spóźnimy do kina, a tak właściwie to na co my idziemy? Hmm..?
    -Jeszcze nie wiem, za chwilę sprawdzę. Daj mi 2 minuty.- powiedziała i wyciągnęła z torebki swojego czarnego iphona, na którym po chwili zaczęła coś klikać. Po niecałych trzech minutach powiedziała- Idziemy na horror!
    -Dlaczego? Dobrze wiesz, że nie lubię takich filmów. 
    -Ty się po prostu boisz, ale się przecież nie przyznasz. 
    -Nie boję się! Po prostu nie lubię takich filmów.
    -Nawet nie wiesz na jaki idziemy, a od razu wielkie protesty.
    -Oświeć mnie proszę i powiedz na jaki.
    -Idziemy na "Oszukać przeznaczenie 5"!
    -No chyba cię bóg opuścił. W życiu na to nie pójdę.
    -Pójdziesz tylko jeszczeo tym nie wiesz.- odpowiedziała po cichu chyba tylko do siebie.
    Resztę drogi do kina przeszłyśmy nie odzywając się do siebie. Ale to nie była krępująca cisza, wręcz przeciwie. Przyjemna. Po 10 minutach stałyśmy pod budynkiem kina. Na nic nie czekając weszłyśmy do klimatyzowanego pomieszczenia. Chociaż i tak nie wiem po co im to, jak w Londynie jest środek lata, a temperatura nie przekracza 20 stopni Celcjusza. Jak zwykle udałyśmy się do kasy. Megan szybko kupiła mi bilety. I w trybie expres poszłyśmy do sali. A dlaczego? No, bo się oczywiście spóźniłyśmy. Tak myślałam Megan nie zabrała mnie na żaden horror tylko na komedię romatyczną z Robertem Pattinsonem. Taak kocham tego aktora! Jak się pewnie domyślacie, jestem wielką fanką Sagi Zmierzch. Tylko szkoda, że się już skończyła...
~~*~~
   Film trwał dokładnie godzinę i czterdzieści minut. Był na serio fajny tylko szkoda, że główny aktor na końcu ginie. Kiedy wyszłyśmy z sali. Megan momentalnie zbladła i pokazała ruchem ręki kanapę na, której siedziało pięciu chłopaków. Jak się pewnie domyślacie. Byli to ci cali One Direction. Meg szybko złapała mnie za rękę i pociągnęła w ich stronę. Zaczęłam się szybko wyrywać. I mi się jak zwykle to udało. Spojarzałam na nią jak na idiotkę. 
    -Czy ty na serio uważasz, że ja tam pójdę.
    -No tak razem ze mną.
    -Jak chcesz to idź, ja nie muszę na nich patrzeć.
    -Ale ty ich nawet nie widziałaś. Słuchaj od kąd pamiętam moim marzeniem było ich zobaczyć. Nie zrobisz tego dla przyjaciółki? Chodź!
    -Jakoś do szczęścia to mi nie potrzebne. Jeżeli chcesz sobie wziąć autograf to idź ja nie muszę.
    -Yhh...no dobra. Idę już sama, zadowolona?
    -Jak najbardziej.
~~*~~
    Po 10 minutach czekania na nią, z nudów postanowiłam pójść do łazienki. Weszłam do pomieszczenia, podeszłam do lustra i się w nim przejżałam. Mogę spokojnie stwierdzić, że wyglądam nie najgorzej. Umyłam ręcę i wyszłam, a raczej chciałam ponieważ drzwi łazienki obok mnie uderzyły, a ja niedorajda upadłam na podłogę. Chłopak, który przyczynił się do mojego upadku pomógł mi wstać.
    -Przepraszam cię. Nie zauważyłem jak wychodziłaś. Nic ci nie jest?- powiedział chłopak tak szybko, że ledwo co go zrozumiałam. Spojrzałam na niego. Zobaczyłam zmartwionego chłopaka o niebieskich oczach. Ubrany był w biało czerwoną bluzkę w paski oraz granatowe spodnie na szelki. Skąś go znam tylko skąd....Ali myśl....
    -Taaa...Nic się nie stało- powiedziałam i się odwróciłam kiedy ten złapał mnie za rękę.
    -Może w ramach przeprosin poszłabyś ze mną na kawę?
    -Hmms...uważasz, że pójdę z obcym chłopakiem na kawę?
    -To ty mnie nie znasz?
    -A powinnam?
    -Każdy mnie zna, przynajmniej z Anglii. Jestem Louis.
    -Nadal nie wiem kim jesteś.
    -Serio? Louis Tomlinson.
    -Aaaaaa już wiem.
    -Naprawdę? 
    -Nie.
    -Robisz sobie ze mnie jaja? Jestem Louis Tomlinson i śpiewam w zespole One Direction.
    -Aaaa już wiem. Sorki, ale nie jestem fanką.- zaśmiałam się. No to moja zagadka została rozwiązana.Powinnam wiedzieć kim jest w końcu Meg jest fanką, ale nigdy nie pokazywała mi ich zdjęć. Znałam tylko ich imiona. Co prawda miała cały pokuj obklejony ich plakatami, ale ja jakoś nie zwracałam na to większej uwagi. 
    -No dobra to jak już wiesz jak mam na imię to może pójdziesz ze mną na kawę?
    -A ty nie masz dziewczyny?
    -Mam Eleanor, ale ona....Zaraz, zaraz podobno nie jesteś fanką, to skąd wiesz?
    -Moja przyjaciółka jest waszą fanką i wie o was wszystko. Więc coś tam o tobie wiem.
    -Aha... Coś mi się niechce wierzyć. No, ale cóż, to co zgadzasz się?
    -Tak, nie będę cię już męczyła.
    -Świetnie! Co powiesz jutro o 16 w MilkShakeCity?
    -Jasne, to do jutra.
    -Do jutra.
    Odwrócił się i poszedł przed siebie. Patrzyłam jeszcze chwilę na jego odchodzącą sylwetkę i zrozumiałam, że jest na serio bardzo przystojny. Ale zaraz Al zwolnij on ma dziewczynę. W końcu ocknęłam się i ruszyłam do wyjścia.
~~*~~
    Zobaczyłam już z daleka szczerzącą się do siebie Megan. Podeszłam do niej.
    -A ty co tak się uśmiechasz?
    -No, a jak myślisz? Spotkałam nareszcie swoich mężów i dostałam od nich autografy na płycie.
    -Skąd ty miałaś ich płytę. Tylko nie mów, że nosisz ją w torebce.
    -Może....,zobaczysz? Zrób to dla swojej przyjaciółki, proszę.I powiedz, który jest najprzystojniejszy.
    -Ygh, no okey.
    Podała mi płytę. Tak na prawdę, to sama chciałam zobaczyć. Nie wiem co się ze mną dzieje. A to wszystko przez tego chłopaka. I przez tą kawę na którą na moje nieszczęsie mnie zaprosił. Chociaż mam ochotę się z nim spotkać. W końcu popatrzyłam na zdjęcie. Każdego dokładnie zilustrowałam. Zatrzymałam się przy ostatnim chłopaku z burzą loków na głowie. Kogoś mi przypomina. Tak jakbym go już wcześniej widziała. Zastanawiałam się chwilę na tym kiedy wyrwał mnie głos Megan.
    -No i co który?
    -Yyyy, wszyscy są przystojni.
    -Też tak uważam, ale który najbardziej?
    -Pokazałam na chłopaka z burzą loków na głowie.- Bo tak naprawdę on mi się najbardziej podobał.
    -Harry! Wiedziałam, ale i tak przystojniejszy jest mój Zayn. Tylko, że on ma dziewczynę. Głupia Ashley. Prawda Zayn?- I znowu to samo, zaczyna gadać do plakatów. 
    Tylko zaraz jak ona nazwała tego chłopaka, Harry. Momentalnie zbladłam.To nie może być prawda. To nie możliwe. Wyjechałam 4 lata temu.. Co prawda zawsze uważałam że mój przyjaciel ma talent, ale nigdy nie wiązał z muzyką dalszej przyszłości. Pamiętam jak wieczorem na tarasie śpiewał i grał na gitarze. Uwielbiałam go słuchać. Tak to właśnie Harry był jedynym chłopakiem, którego pokochałam. Bałam się mu o tym powiedzieć, ponieważ nie chciałam stracić naszej przyjaźni. Dlatego też kiedy wyjechałam zamknęłam się w sobie. Tylko on mnie rozumiał. Był takim moim dobrym duchem. Tylko co z tego. Teraz bardzo prawdobodobne jest to, że jest sławny. Nie będzie pewnie pamiętał starej przyjaciółki. No, ale warto chyba zapytać. Prawda? Tylko za jakie grzechy? Ja po prostu nie wiem. Ale za nim zdążyłam co kolwiek powiedzieć wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki.
    -Co robisz jutro? Może spotkamy się o 15 w Nados?
    -Jutro? O 15? Nic, ale o 16 się umówiłam.
    -Umówiłam? Z kim? Gdzie? Kiedy? Po co?
    -Więcej pytań się nie dało? Nie umówiłam, tylko chłopak, który dzisiaj, że tak powiem uderzył mnie przypadkiem dzrzwiami. Zaprosił mnie na kawę w MilkShakeCity o 16. Pasuje?
    -A powiedz mi tylko co to za ciacho cię zaprosiło?
    -Yyy, nazywa się Louis.
    -Louis! To tak jak Louis Tomlinson z One Direction.
    -Yyyy, bo to jest ten Louis z One Direction.
    -Dobra, dobra nie musisz się wysilać i tak wiem, że ściemniasz.
    -Nie ściemniam! Mówię poważnie. No mi nie uwierzysz? 
    -Aaaaa o mój bosz...idziesz na randkę z Tomlinsonem. Aaaa.
    -Nie ide z nim na randkę! On ma dziewczynę, a ja chłopaka!
    -No nie ważne. Przejmujesz się Eleanor. Ona jest głupia.
    -Oceniasz , a nawet jej nie znasz. Po za tym jestem z Chrisem. Nie pamiętasz?
    -Może i nie znam, ale swoje wiem. Słuchaj.... od kąd pamiętam chcesz zerwać z nim! To dupek! Wyrywa każdą!
    -Nie nazywaj go tak, a po za tym to mama chciała, żebym z nim była! Nie chcę się z tobą o niego kłócić. Idziemy do domu?
    -Mhm... Tylko i tak uważam, że ten związek nie ma sensu...
    -A może on mnie na serio kocha? Hmm..
    -Co z tego?! Jeśli ty nie! Dziewczyno! To jest gorsze niż zerwanie z nim! Kłamstwo! Nie widzisz, że się z nim męczysz?! On nie widzi!? To chore!
    -Nie musisz się na mnie wydzierać! Jak już zauważyłaśto nie ja decyduję o swoim życiu! Dlatego mogłabys łąskawie mi tego nie wypominać, że go nie kocham!
    -Już się nie denerwuj, nie nawidzę jak się kłócimy.- odpowiedziała i od razu mnie do siebie przytuliła. Trwałyśmy chwilę w uścisku, po czym się odsunęłam.
    -A tak w ogóle do gdzie jest Grace?
    -Musiała jechać z rodzicami na wieś do jej babci. Jutro już będzie.
    Rodzice Grace zawsze przywiązywali duża wagę do spotkań rodzinnych, a że dzisiaj była niedziela nie dziwię się, że właśnie tam była Grace. Ona za to za bardzo nie lubiła tego, ponieważ uważała że to wszystko jest na pokaz. Taka nie potrzebna sielanka. Jej rodzice zawsze chcieli być spostrzegani jako cudowna rodzina. A tak naprawdę to były same problemy. Jej rodzice wiecznie się kłócą i chcą wziąć rozwód. Tata Grace ciągle zdradza jej matkę. Najgorsze jest to, że ona o tym wie. Nie może pogodzić się z faktem, że jej mama to akceptuje. Nie mogą wziąć rozwodu, ponieważ mają za duży majątek to podzielenia. A Grace zdązyła się już do tego przyzwyczaić. I nie zwraca na to szczególnej uwagi. Na początku owszem. Miała problemy. Był czas kiedy nawet barła narkotyki, ale na szczęście udało nam się ją z tego wyciągnąć.
~~*~~
    Po 10 minutach byłyśmy już na miejscu. Zdjęłyśmy buty i przywitałyśmy się z moją mamą. Weszłyśmy na górę. Mój pokój był w kolorach beżu, a meble białego. Na środku pokoju stało duże łóżko przykryte filoetowym kocem. Na środku leżał oczywiście mój pies, który od razu jak mnie zobaczył, podbiegł i zaczął wesoło machać ogongiem. Meg usiadła na łóżku, a ja wzięłam laptopa. Już po chwili byłam zalogowana na twitterze i facebooku. Cały czas myślałam o chłopaku z lokami, który jak się okazuje nazywa się Harry. Przez chwilę biłam się z myślami czy aby nie zapytać Megan o niego. Chyba to jest w tej sytuacji najlepsze wyjście.
    -Meg....bo wiesz...mogłabyś mi trochę powiedzieć o tym One Direction?
    -Kim jesteś i co zrobiłaś z Al.
    -Ja nie żartuję, powiedz coś o każdym z członków.
    -Aaaa, już mówię! No więc tak, zacznę od Louisa. Jak już wiesz nazywa się Louis Tomlinson, ma 21 lat, a jego dziewczyna to Eleanor Calder. Uwielbia marchewki, szelki i rzeczy w paski. Następny jest Zayn Malik, ma 19 lat i jest moim mężem, ma dziewczynę Ashley, kocha swoje odbicie w lustrze i ogólnie siebie. Niall Horan, ma 19 lat, kocha jeść i jest to jedyny blondyn, chociaż farbowany.  Liam Payn, ma 19 lat, najbardziej odpowiedzialny z zespołu. Uważany za "Daddy Direction". Następny jest Harry Styles, ma 19 lat, najmłodszy członek zespołu, kocha koty. No to chyba na tyle.
Ostanie imię....Harry Styles, moja twarz zrobiła się biała jak ściana a usta zpierzchły. To niemożliwe. Mój Harry!
    -Alice, wszystko w porządku?
    -Tak...Mogłabyś jeszcze powiedzieć skąd pochodzi Harry.
    -Harry z Holmes Chapel, a co?
    -Pamiętasz ja ci mówiłam, że miałam w Holmes Chapel najlepszego przyjaciel? To właśnie chyba jest nim Harry.
    -Aaaaaaa!!
Chyba moja przyjaciółka nie zrozumiała powiagi sytuacji, ponieważ zaczęła mnie przytulać i krzyczeć jaką to jestem szczęciarą.
    -No nie, najpierw umawiasz się z Lo, a teraz okazuje się, że twoim przyjacilem jest Harry. Ty to masz szczęście. To jest nie fair. Ty ich nawet nie lubisz, a ja bym oddała wszystko za zobaczenie chociaż jednego z nich.
    -O już przestań, ja nawet nie wiem czy mnie pamięta. Jeżeli to jest on.
    -Napewno cię pamięta. Przyjaciół się tak szybko nie zapomina. Jutro jak się spotkasz z Tomlinsonem, to może cię zaprosi do siebie. Wejdziesz do ich domu, a na kanapie będzie siedział Harry. Od razu się na ciebie rzuci i powie, że tęsknił.
    -Wyobraźnia cię poniosła? Zmieniłam się .
    -Oj nie przesadzaj. Masz jakieś zdjęcie z nim?
    -Mam, ale na strychu.
    -To chodź! 
     Nie odpowiedziałam. Od 2 lat nie oglądałam rzeczy z Holmes. Boję się, że wspomnienia znowu wrócą. Ale skinęłam ruchem głowy na tak i wstałam. Weszłysmy na kręcone schody, które prowadziły na górę strychu. Otworzyłam pierwsze drzwi i ujrzałam drewniane pomieszczenie gdzie roiło się od pajęczyn i kurzu. Jak się nie myliłam, pudło z rzeczami z Holmes było tam gdzie się spodziewałam. W schowku. Nie ma to jak ukrywać wsponienia. Otworzyłam je i nagle wszystko wróciło. Każdy cudowny dzień jak i ten smutny. Spacery nocne. Granie w nocy w Slendermena z Harrym. Takk grałam w to, później mnie starszył kiedy miałam już wrócić do domu. "Nie odwracaj się do tyłu!", "Uważaj, on tam stoi". Nie no po prostu świra można dostać. Wyjęłam album.  Czułam już jak łzy spływają po moich policzkach. Wzięłam jedno zdjęcie do ręki.


    Było to przed moim wyjazdem. Zdjęcie na pożegnanie. On ma takie, (jeżeli wcześniej je nie spalił) i ja mam takie. Przez pierwszy okres w Londynie to zdjęcie stało na moim biurku. Ale coraz częściej dawało mi to więcej smutku. Dlatego włożyłam je do pudła na strychu. Z resztą mam masę zdjęć z Harrym. Szczerze? Wolałabym nie mieć zdjęć, a mieć Harrego przy sobie.
    -Wow...To na serio jest on! Ale z ciebie szczęściara.
    -Taaa..
Wyrwałam jej z ręki zdjęcie i z powrotem schowałam do pudła.
    -Przepraszam Ali, wiem że jest to dla ciebie trudne.
    -Nie masz za co. Nie przejmuj się mną.
    -Yhy....Ja już muszę iść. To do jutra.
    -Do jutra.
    Przytuliła mnie, a po chwili znowu zniknęła z mojego pola widzenia.Wzięłam z powrotem zdjęcie do ręki. Teraz to już się naprawdę się rozpłakałam. Nie dawałam sobie już rady, a jeżeli to prawda. On jest sławnym Harrym Stylesem, za którym przepadają miliony dziewczyn. Tylko dlaczego nie przyszedł do mnie jak był w Londynie? Dlaczeg? Zapomniał o mnie? A może nie wiedział gdzie mieszkam? Ale wtedy mógłby zadzwonić. Ale może nie miał mojego numeru telefonu? Nieważne, teraz pewnie ma lepsze życie. I może dobrze? Jest szczęśliwy, to ja tez powinnam być szczęśliwa. Wzięłam mój telefon do ręki i napisałam smsa mamie "HUG". Zawsze sobie tak pisałyśmy. Usłyszałam jak wchodzi po schodach. Wiedziałam, że to moja mama. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Była dla mnie jak siostra. Nie musiała o nic pytać. Popatrzyła na zdjęcie i już wszystko wiedziała, wiedziała. Wiedziała jak ważny był dla mnie Harry. Może i chciała zrobić ze mnie lekarza, ale i tak zawszę będę ją kochać. Ponieważ wiem, że ona chce dla mnie jak najlepiej. Popatrzyła na zdjęcie i szepnęła mi do ucha.
    -Harry, nie chciałby żebyś płakała.
______________________________
No i jest pierwszy!\
Jak już zauważyłyście historia odbywa się w 2012r.
Jak Wam się podoba?
Znowuuuu Zmieniłam Bohaterów! 
Zapraszam do zakładki! <3
Bardzo zalęzy mi na waszej opini, więc
Zachęcam do komentowania i dodawania się do obserwatorów!
Następny rozdział pojawi się niedługo!
I jeszcze takie pytanie do Was,
mam pisać dłuższe czy krótsze rozdziały?
Kocham Was Directioners! <3
~Julkaa~