wtorek, 19 marca 2013

Rozdział 2 ♥ "Ciągły pośpiech."

    środa, 9 sierpnia, 2012r.
    Rano obudził mnie dźwięk dzwonka. Po całym pokoju rozniosła się piosenka Taylor Swift - The Way I Loved You. Lubiłam tą piosenkę, chociaż tak naprawdę nie przepadam za utworami Taylor. Spojrzałam na godzinę, piętnaście po dziesiątej. A to jeszcze mogę pospać. I tak właśnie położyłam się spać dalej. Ale tym razem nie mogłam zasnąć tak szybko (co u mnie jest bardzo dziwne), ponieważ cały czas moją głowę zawracał Harry. Dlaczego właśnie on? Na to pytanie próbuję odpowiedzieć sobie już od jakiejś godzinny. Tak nie powinno być! Jestem z Chrisem i to właśnie z nim jestem szczęśliwa! Tak! Nie, wcale nie.. Już od dłuższego czasu męczę się. Ten związek mnie dobija. Przy nim nie potrafię być sobą. Z resztą to nie jest dobre, jak okłamuję siebie i Chrisa jednocześnie. Przyjmując, że jesteśmy szaleńczo w sobie zakochaną parą. Z każdym dnie próbuję uświadomić sobie fakt, że to właśnie on jest tym jedynym. I już prawie mi się to by udało, gdyby nie fakt, że mój najlepszy przyjaciel (jeżeli mogę go nadal tak nazwać) jest przyjacielem z zespołu chłopaka, z którym się umówiłam na kawę. Wydaje się to bardzo zagmatwane. Nie to jest zagmatwane. Yhhh... kończę z tym! Nie będę psuła sobie dnia zmartwieniami o Harrego, a tym bardziej Christophera! Spojrzała po raz drugi już dzisiaj na zegarek. Dwunasta dwadzieścia cztery. Już?! Przecież dopiero co była 10?! Za szybko! Zdecydowanie za szybko biegnie mój czas! Jest południe, a ja siedzę nieogarnięta w piżamie na moim łóżku! Jakiś absurd, muszę się ogarnąć.
    I właśnie w tym momencie do mojego pokoju weszła moja kochana mama.
    -Ty jeszcze w piżamie?! Jest południe!
    -Jak widzisz..- uśmiechnęłam się głupio.
    -Widzę, ale nie wiem czy ucieszy cię fakt, iż musisz za pół godziny być na lotnisku.
    -A po co mam iść na lotnisko?- i właśnie wtedy przypomniało mi się, że dzisiaj przyjeżdża mój brat z Ameryki, a ja mam go odebrać. No świetnie! Niby jak ja się teraz wyrobię! Wstałam i szybko pobiegłam do łazienki. Mama się zaśmiała. A ja do niej jeszcze tylko krzyknęłam. "Dlaczego mnie nie obudziłaś?!" Nie usłyszałam już odpowiedzi, ponieważ stałam już pod prysznicem. Uwielbiam gdy zimne krople wody opadają na moje rozgrzane ciało. Czuję się wtedy wolna. To dziwne, ale prawdziwe. "Tak to najlepsze określenie."- pomyślałam. Po odprężającym prysznicu poszłam się ubrać. Wspominałam już, że jest środek lata, prawda? Jak nie to mówię teraz. Jest dzisiaj 9 sierpnia 2012 roku.
     Zeszłam do kuchni, mama siedziała już przy stole. Zrobiłam kanapki i usiadłam obok niej. Uśmiechnęła się do mnie i przez chwilę ilustrowała mnie wzrokiem. Wiedziałam, coś ode mnie chce. Jakiejś przysługi.
    -Mam coś na twarzy?- spytałam, kiedy trwała w takiej pozycji już przez jakiś czas.
    -Nie, wyglądasz bardzo ładnie. Używałaś mojego fluidu? Znowu?
    -Mamo, ja się nawet nie zdążyłam umalować! Nie wspominając już o mojej szopie na głowie!
    -Na wieczór się wyszykuj. O 19 przychodzi Christopher z rodzicami i moi znajomi z synem.- odpowiedziała już poważniej. Mama zawsze używała pełnego imienia Chrisa. Chciała tym podkreślić jaki to on jest mądry. W rzeczywistości uczył się przeciętnie, a pasji tak naprawdę żadnej nie miał. Tyle tylko, że odziedziczy firmę po ojcu. Ale zaraz co ona powiedziała? Nie znowu! Mama uwielbiała robić tak zwane "Rodzinne obiadki." Ja za to tego ich nie znosiłam. Wszyscy byli tacy sztuczni i zapatrzeni w siebie, że mnie od razu mdliło. Może i kochałam mamę nad życie i tak na prawdę zwierzałam się jej z wszystkiego oraz otrzymywałam od niej wspaniałe rady. To i tak za te cudowne obiady jej nie na widzę. Od śmierci taty zrobiła się taka jak rodzice Grace. No może bez przesady. No, ale coś w po dobie.
    -Czy syn twoich znajomych jest przystojny?
    -Nic ci do tego! Po za tym jest od ciebie o dwa lata starszy! A ty masz chyba chłopaka, prawda?!- To nie było pytanie, to była już odpowiedź.
Szepnęłam tylko po cichu.
    -No właśnie chyba...
~~*~~
    " Teraz była piosenka Rihanny - Stay! A teraz zapraszamy ..." - Słuchałam radia, w autobusie, który ma mnie zwieść na lotnisko. Tak na prawdę to Adam mógłby sam przyjechać do domu, a nie mama wysyła mnie po niego, jakby miał 10 lat. "Nad opiekuńcza." - pomyślałam. 
" A teraz najnowszy utwór najsławniejszego zespołu w Anglii, One Direction - One Way Or Another."- głos spikera rozbrzmiewał w moim uchu. Pierwsze nuty, a później słowa chłopaka. Chłopaka, którego głos mogę rozpoznać, a nawet nie mogę, ale wiem! Wiem i chyba najbardziej to mnie martwi. To głos...
    -Harrego!- krzyknęłam na cały autobus, ale mnie to nie interesowało co ludzie sobie teraz o mnie myślą, ale głos chłopka, na którym kiedyś mi tak cholernie zależało. I chyba nadal zależy... 
Zwrotka Harrego się skończyła, może i nie znam tego zespołu, ale można się tego domyślić, ponieważ każdy z chłopaków ma inną barwę głosu. Muszę przyznać rację Meg, rzeczywiście fajnie śpiewają. Ale nie ja nie będę obsesyjną fanką. Ja nawet wcale nie będę fanką. Po prostu podoba mi się ich piosenka. Z resztą komu ja się tłumaczę. Nie będę i koniec! Yhh.. znowu. 
~~*~~
    I znowu pośpiech, a dlaczego? Już tłumaczę. A, więc w naszym kochanym Londynie nie można się nigdzie dostać w godzinach popołudniowych. Pierwsze co mi się nasunęło na myśl to korki...i to nie znowu takie małe. Staliśmy chyba z pół godzinny. A Adam to już chyba na lotnisku wyrywa sobie ostatnie włosy. Dzwonił do mnie już  ze sto razy, ale ja się przecież i tak nie dowiem, bo mi się telefon rozładował. Jak pech, to pech. W KOŃCU! W końcu dotarłam na lotnisko. Wchodzę już do pomieszczenia przez szklane drzwi. Wbiegam do zimnego pomieszczenia. I co widzę? Multum ludzi śpieszących się na swój lot, a  mojego brata za to nie widać. Odwracam się do tyłu i wpadam na kogoś. Tym kimś okazuje się mój 'kochany chłopak' mam nadzieję, że wyczuliście ten sarkazm. Kiedy w końcu zauważył kim jestem mocno mnie do siebie przytulił i lekko musnął moje usta swoimi.
    -Co tu robisz?
    -To samo mogę spytać ciebie. Przyjechałam po Adama.
    -Może was odwieść?- zapytał, chociaż doskonale wiedział, że nie odmówię. 
    -Jeżeli masz czas?
    -Dla ciebie zawsze mam czas.- złapał mnie za rękę.
    Idę, a ludzie mijają mnie tak zwyczajnie, nie zatrzymują wzroku, w natłoku swoich spraw śpieszą się, pokonują kolejne metry, a ja z nimi poszukując mojego brata. Moja ręka, złożona w jego dłoni, prawie się nie zaciska. Jakby go nie czuła. Jakby szedł niby ze mną, niby obok, ale był dokładnie tak samo obcy jak ci bezimienni, mijający nas przechodnie. Idziemy w milczeniu i tylko natłok moich myśli miesza się z hałaśliwymi odgłosami głośnego lotniska, na którym nikt nie ma czasu na nic, ale wydaje mi się, że krzyczę, że właśnie teraz krzyczę, a nikt nie zwraca na mnie uwagi. Wołam o pomoc najgłośniej jak potrafię, ale nikt mnie nie słyszy i nikt nie odwraca wzroku. Zastanawiam się, czy już od dawna nie wierzę, czy dopiero dziś zaczęłam wątpić...
    Idę, ale ktoś mnie łapie za rękę. Nie poznaję dotyku ani zapachu.
    -Czy pani jest rodziną tego chłopaka?- wskazał na zdjęcie. Wiedziałam kim jest, ale nie widziałam go. Zdjęcie było białe, a widać tylko czarne kontury, dające rozpoznać płeć.
    -Tak.- odpowiedziałam,
    -Przykro mi, zginął w wypadku samolotowym.
    I teraz już nic się nie liczyło. Ne słyszałam już nic więcej... Dla mnie czas się już zatrzymał. Puściłam rękę Christophera i biegłam. Biegłam jak najdalej z miejsca. Kim Z miejsca, które daje mi tyle bólu. Kim był ten chłopak? I dlaczego tak cholernie mi na nim zależy? Dlaczego jego śmierć przynosi mi tyle bólu. Nie on żyje....Wiem to i czuję, że jest. [...] Wbiegłam na korytarz. Ściany były całe po zdzierane. Podłoga skrzypiała, tak jakby miała się po de mną zawalić. Z pokojów obok słychać krzyki i wołanie o pomoc. Ale mimo to biegłam. Nie zatrzymałam się, bo wiedziałam, że go tam nie ma. Nie przerażało mnie to miejsce. Czułam, że muszę go znaleźć. Gdzie kol wiek jest...
    Obudziłam się zalana motem i łzami. Mama siedziała na końcu mojego łóżka. Wciąż nie mogłam się otrząsnąć. To było ponad moje siły. Kim jest chłopak? Chłopak, który jest tak bardzo dla mnie ważny, a ja nie zdążyłam go znaleźć? Co się stało z Adamem? Gdzie on w ogóle jest?!
    -Gdzie jest Adam!? 
    -W swoim pokoju Christopher go przywiózł, ponieważ zasnęłaś i nie chciałam cię budzić.
    -Co tu robisz?
    -Usłyszałam jak krzyczysz, więc przyszłam.
    -Wiesz może co mówiłam.
    -Za bardzo nie rozumiałam. Powiesz co się stało?- Tak, dużo mi pomogłaś mamuś.
    -Nie chcę o tym rozmawiać mamo. Mogłabyś wyjść.
    -Tak, ale na pewno wszystko w porządku?
    -Tak, jest dobrze.
    I po co znowu się sama okłamuję? Nie jest dobrze! Boję się! Cholernie się boję! To nie jest pierwszy raz kiedy przytrafia mi się taki sen. Już parę razy widziałam kontury chłopaka, który tak bardzo jest dla mnie ważny, a ja wiem, że nie mogę go stracić. Codziennie próbuję wyobrazić sobie jego postać. Jeszcze nigdy nie byłam tak blisko poznania go. Boję się.... Dlaczego to spotyka właśnie mnie? Wiem jedno. Na pewno muszę go znaleźć. Położyłam znowu głowę na poduszce. 
    Tak w ogóle co ja robię w łóżku, kiedy przecież byłam na lotnisku?...
~~*~~
    Szłam, a raczej biegłam do MilkShakeCity na spotkanie z Louisem. A biegłam dlatego, że jest już dziesięć po czwartej. Tak jak zwykle musiałam się spóźnić. Jak byłam mniejsza mówiłam sobie, że spóźnieni goście są najbardziej wartościowi, tylko inaczej jest jak idziesz na urodziny swojej dziesięcioletniej koleżanki, a inaczej jak idziesz na spotkanie z cudnym chłopakiem z kina, a tak na prawdę to z toalety. Mokra już z potu weszłam do kliamtyzowanego pomieszczenia. Od razu poczułam zimny powiew na twarzy. Zaczęłam szukać wzrokiem chłopaka. Siedział przy stoliku pod oknem. Już chyba był trochę podenerwowany, ponieważ co chwilę zerkał na swój zegarek sprawdzając godzinę. Podeszłam szybko do stolika, nie zmuszając go do dłuższego czekania. Otwrócił głowę do mnie i się uśmiechnął.
    -Cześć, przepraszam, że się spóźniłam. Długo już czekasz?
    -Hej. Nie... no dobra może trochę. A teraz się tłumacz.
    -Słucham?- zajęłam miejsce na przeciwko niego.
    -Nie mów słucham, bo....- zmieszał się trochę- Tłumacz się dlaczego się spóźniłaś.
    -Ja? Ponieważ zasnęłam i się obudziłam za późno. 
    Złożyliśmy swoje zamówienia. Świetnie minął mi czas z Louisem. Jest to na prawdę fajny chłopak. Znamy się tylko jeden dzień, a rozmawiamy jakby całe życie. No może bez przesady, ale przynajmniej lepiej niż z Chrisem. Rozmawialiśmy jeszcze z godzinę. A później poszliśmy na mały spacer po parku. Louis odprowadził mnie pod sam dom.
    -Dziękuję, świetnie się bawiłam.
    -To ja dziękuję, że w ogóle zgodziłaś się, pójść.- uśmiechnęłam się do niego co odwzajemnił.- Może miałabyś ochotę, przyjść do mnie. To znaczy do mnie i chłopaków. Hmm?
    -Jasne.
    -To może w piątek o 18? Przyjadę po ciebie?
    -Oczywiście, to do zobaczenia.
    -Do zobaczenia.
~~*~~
    Chodzę po pokoju. W jedną, w drugą stronę. Wdech, wydech i znowu wdech i wydech. Denerwuję się. Tylko czym? No właśnie. Christopher. To mój powód do obaw. Boję się, że przy stole mnie przytuli albo pocałuje. Co ja mówię na pewno to zrobi! I właśnie dlatego się denerwuję, a powinnam cieszyć, prawda? I jeszcze ci znajomi mamy. Następni ludzie, których muszę okłamywać. Dlaczego? Dlaczego ja to robię? Dla mamy. Ale przecież, ona chyba chce, żebym była szczęśliwa ,prawda? To dlaczego nie widzi chłodu pomiędzy mną, a Chrisem? Dlaczego nie może zrozumieć, że ja go nie kocham. Może dlatego, że nigdy z nią o tym nie rozmawiałam. Nieważne, przeżyję. Tyle już razy udawałam. Tylko wtedy nie byłam do końca przekonana? A teraz jestem? No właśnie. To pytanie nasuwała mi się na myśl tyle razy, a ja nadal nie potrafię odpowiedzieć. I tak na prawdę jeszcze nie jestem przekonana. Tego wszystkiego jest za dużo, a ja teraz nie mam siły o tym myśleć. Stoję na środku pokoju w tym stroju i przeglądam się w lustrze powieszanym nad szafką. "Wyglądam całkiem nieźle"- pomyślałam. W tym momencie weszłam moja mama.
    -Wyglądasz ślicznie. Brakuje ci tylko czegoś na szyi.- mama uwielbiała biżuterię i zawsze się nią obwiesza. 
    -Dziękuję, ale mamuś chyba już nie potrzebuję żadnego naszyjnika.
    -Jak mówię, że potrzeba to potrzeba.- Tak moja mama należała do osób upartych, podobnie jak ja. Wyjęła z szuflady pudełeczko, w który trzymałam wszystkie łańcuszki. Nie pamiętam już kiedy w ogóle to niego zaglądałam. Rzadko noszę jaką kol wiek biżuterię. 
    -Jest! Takiego właśnie szukałam. Gdzie go kupiłaś?- powiedziała i pokazała mi złotą przywieszkę w kształcie serduszka, którą wyjęła z małego czerwonego pudełeczka. Zrobiłam się blada. Serce na chwilę stanęło, a mózg próbował przypomnieć sobie  momenty z tamtych lat. Im jestem starsza, tym trudniej mi jest coś sobie przypomnieć. -Wszystko w porządku?- spytała zmartwiona mama.
    -To naszyjnik od Harrego- wydukałam. Nagła fala bólu, a potem rozpacz, którą próbowałam zatrzymać. Nie wytrzymałam, łzy poleciały mi ciurkiem po rozgrzanym policzku. 
    -Przepraszam, nie wiedziałam. Już nie płacz, bo za chwilę przyjdą, a nie chcę, żebyś była rozmazana.- Teraz to już na prawdę nie wytrzymałam.
    -Jak możesz?! Teraz jest ważne czy się rozmarzę?! Pytam się! Nie widzisz, że się męczę?! Nie kocham Chrisa! Nie jest taki jak ci się wydaje! Cudowny i mądry! Tak na prawdę to nudziarz! Nie mamy wspólnych tematów! Męczę się! A robię to tylko dla ciebie! 
    -Dlaczego mi wcześniej nie powiedziałaś?
    -Wiedziałam, że zależy ci na naszym związku, przepraszam.-powiedziałam, a mama mnie mocno przytuliła. Zrozumiała! Naprawdę zrozumiała!
    -Tylko jest mały problem.- oho, jakbym miała za mało problemów.- Nadal musisz udawać dziewczynę Christophera.- Zawsze jak już myślę, że będzie dobrze to potem itak wszystko się pieprzy. Ale czego się spodziewałam? 
    -Że co?! Mówiąc to miałam na myśli, że nie będę musiała udawać
    -Niestety, przecież nie powiesz mu dzisiaj, prawda? Po kolacji rób co chcesz, ale teraz jeszcze udawaj. Czekam na dole.- Wyszła z pokoju. Świetnie! Znowu muszę odstawiać tą całą szopkę.Usiadłam na łóżku i z pod poduszki wyjęłam mój obklejony zeszyt z milionem wspomnień. Zaczęłam go pisać, kiedy wyjeżdżałam z Holmes Chapel. Nie mogłam wszystkiego powiedzieć mamie, a musiałam to z siebie wyciągnąć, więc najlepszym pomysłem okazał się pamiętnik. Otworzyłam zeszyt. Doskonale pamiętam ten wpis. To były pierwsze dni w Londynie. 
    Londyn nigdy nie zasypiał. Był jak machina, którą ktoś kiedyś wprowadził w ruch i już nie umiał jej zatrzymać. Miał w sobie to niezwykłe tętniące energią życie, którego ja od jakiegoś czasu byłam zupełnie pozbawiona. Jednak mimo to szłam dalej. Chociaż nadal mi ciężko po stracie Harrego, nadal pamiętam słowa, które często mi mówił "Nasz jeden dzień będzie trwał zawsze, dopóki ono bije dla ciebie..."
    To właśnie Londyn pomógł mi zapomnieć o tamtym życiu. To właśnie dzięki niemu jestem teraz kim jestem i dzięki niemu mam siłę iść dalej przed siebie, nie zważając na rzeczy otaczające mnie. W końcu schowałam pamiętnik na jego poprzednie miejsce, przejrzałam się w lustrze i zeszłam na dół. Christopher z rodzicami niestety już był. Podszedł do mnie i chciał mnie pocałować, jednak ja się odwróciłam. Mama popatrzyłam na mnie proszącym wzrokiem. Uśmiechnęłam się sztucznie i usiadłam przy stole. Czekaliśmy tylko na znajomych mamy. Ciekawe kim jest ich syn? Za długo nie musiałam czekać, ponieważ zadzwonił dzwonek informujący o przybyciu gości. Mama szybko poszła otworzyć, a ja razem z nią. Każda, nawet mała sekunda jest warta nie patrzenia na rodzinę Christophera. Otworzyła drzwi, a ja otworzyłam szeroko usta. Za drzwiami stał...
_______________________________
Witajcie Kochane! <3
To znowu ja! 
Jak Wam się podoba rozdział drugi?
Bardzo bym prosiła, abyście wyraziły, 
swoją opinię w komentarzu! <3
Pozdrawiam,
I uwaga nie wiem czy będę jeszcze pisała, 
bo bardzo mało was jest :(
~~By Julia~~

    

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz