wtorek, 8 sierpnia, 2012r.
-"Let’s go crazy, crazy, craz, Till we see the sun...."
-Megg...ile razy jeszcze mam tego słuchać.- jęknełam kiedy moja przyjaciółka zaśpiewała tą samą piosenkę poraz setny.
-Nie wiem....Co ci w nich przeszkadza? Młodzi, przystojni i utalentowani..-rozmażyła się Megan..
-Czy to jest istotne? Po prostu nie lubię ich muzyki.
-Nawet ich nie słyszałaś, a ocenieasz.
-Oj słyszałam i to wiele razy w twoim wydaniu i myśle, że tyle mi wystarczy. Nie zabraniam ci ich słuchać i podkochiwać. Nie wspominając już o spacerach z plakatami. Co jest już chyba trochę chore. Nie uważasz?
-Ygh....Co ja ci poradzę, że oni proszą abym z nimi wyszła?
-Pozwolisz,że nie będę wnikać w szczegóły. A teraz już chodź, bo się spóźnimy do kina, a tak właściwie to na co my idziemy? Hmm..?
-Jeszcze nie wiem, za chwilę sprawdzę. Daj mi 2 minuty.- powiedziała i wyciągnęła z torebki swojego czarnego iphona, na którym po chwili zaczęła coś klikać. Po niecałych trzech minutach powiedziała- Idziemy na horror!
-Dlaczego? Dobrze wiesz, że nie lubię takich filmów.
-Ty się po prostu boisz, ale się przecież nie przyznasz.
-Nie boję się! Po prostu nie lubię takich filmów.
-Nawet nie wiesz na jaki idziemy, a od razu wielkie protesty.
-Oświeć mnie proszę i powiedz na jaki.
-Idziemy na "Oszukać przeznaczenie 5"!
-No chyba cię bóg opuścił. W życiu na to nie pójdę.
-Pójdziesz tylko jeszczeo tym nie wiesz.- odpowiedziała po cichu chyba tylko do siebie.
Resztę drogi do kina przeszłyśmy nie odzywając się do siebie. Ale to nie była krępująca cisza, wręcz przeciwie. Przyjemna. Po 10 minutach stałyśmy pod budynkiem kina. Na nic nie czekając weszłyśmy do klimatyzowanego pomieszczenia. Chociaż i tak nie wiem po co im to, jak w Londynie jest środek lata, a temperatura nie przekracza 20 stopni Celcjusza. Jak zwykle udałyśmy się do kasy. Megan szybko kupiła mi bilety. I w trybie expres poszłyśmy do sali. A dlaczego? No, bo się oczywiście spóźniłyśmy. Tak myślałam Megan nie zabrała mnie na żaden horror tylko na komedię romatyczną z Robertem Pattinsonem. Taak kocham tego aktora! Jak się pewnie domyślacie, jestem wielką fanką Sagi Zmierzch. Tylko szkoda, że się już skończyła...
~~*~~
~~*~~
Film trwał dokładnie godzinę i czterdzieści minut. Był na serio fajny tylko szkoda, że główny aktor na końcu ginie. Kiedy wyszłyśmy z sali. Megan momentalnie zbladła i pokazała ruchem ręki kanapę na, której siedziało pięciu chłopaków. Jak się pewnie domyślacie. Byli to ci cali One Direction. Meg szybko złapała mnie za rękę i pociągnęła w ich stronę. Zaczęłam się szybko wyrywać. I mi się jak zwykle to udało. Spojarzałam na nią jak na idiotkę.
-Czy ty na serio uważasz, że ja tam pójdę.
-No tak razem ze mną.
-Jak chcesz to idź, ja nie muszę na nich patrzeć.
-Ale ty ich nawet nie widziałaś. Słuchaj od kąd pamiętam moim marzeniem było ich zobaczyć. Nie zrobisz tego dla przyjaciółki? Chodź!
-Jakoś do szczęścia to mi nie potrzebne. Jeżeli chcesz sobie wziąć autograf to idź ja nie muszę.
-Yhh...no dobra. Idę już sama, zadowolona?
-Jak najbardziej.
~~*~~
~~*~~
Po 10 minutach czekania na nią, z nudów postanowiłam pójść do łazienki. Weszłam do pomieszczenia, podeszłam do lustra i się w nim przejżałam. Mogę spokojnie stwierdzić, że wyglądam nie najgorzej. Umyłam ręcę i wyszłam, a raczej chciałam ponieważ drzwi łazienki obok mnie uderzyły, a ja niedorajda upadłam na podłogę. Chłopak, który przyczynił się do mojego upadku pomógł mi wstać.
-Przepraszam cię. Nie zauważyłem jak wychodziłaś. Nic ci nie jest?- powiedział chłopak tak szybko, że ledwo co go zrozumiałam. Spojrzałam na niego. Zobaczyłam zmartwionego chłopaka o niebieskich oczach. Ubrany był w biało czerwoną bluzkę w paski oraz granatowe spodnie na szelki. Skąś go znam tylko skąd....Ali myśl....
-Taaa...Nic się nie stało- powiedziałam i się odwróciłam kiedy ten złapał mnie za rękę.
-Może w ramach przeprosin poszłabyś ze mną na kawę?
-Hmms...uważasz, że pójdę z obcym chłopakiem na kawę?
-To ty mnie nie znasz?
-A powinnam?
-Każdy mnie zna, przynajmniej z Anglii. Jestem Louis.
-Nadal nie wiem kim jesteś.
-Serio? Louis Tomlinson.
-Aaaaaa już wiem.
-Naprawdę?
-Nie.
-Robisz sobie ze mnie jaja? Jestem Louis Tomlinson i śpiewam w zespole One Direction.
-Aaaa już wiem. Sorki, ale nie jestem fanką.- zaśmiałam się. No to moja zagadka została rozwiązana.Powinnam wiedzieć kim jest w końcu Meg jest fanką, ale nigdy nie pokazywała mi ich zdjęć. Znałam tylko ich imiona. Co prawda miała cały pokuj obklejony ich plakatami, ale ja jakoś nie zwracałam na to większej uwagi.
-No dobra to jak już wiesz jak mam na imię to może pójdziesz ze mną na kawę?
-A ty nie masz dziewczyny?
-Mam Eleanor, ale ona....Zaraz, zaraz podobno nie jesteś fanką, to skąd wiesz?
-Moja przyjaciółka jest waszą fanką i wie o was wszystko. Więc coś tam o tobie wiem.
-Aha... Coś mi się niechce wierzyć. No, ale cóż, to co zgadzasz się?
-Tak, nie będę cię już męczyła.
-Świetnie! Co powiesz jutro o 16 w MilkShakeCity?
-Jasne, to do jutra.
-Do jutra.
Odwrócił się i poszedł przed siebie. Patrzyłam jeszcze chwilę na jego odchodzącą sylwetkę i zrozumiałam, że jest na serio bardzo przystojny. Ale zaraz Al zwolnij on ma dziewczynę. W końcu ocknęłam się i ruszyłam do wyjścia.
Odwrócił się i poszedł przed siebie. Patrzyłam jeszcze chwilę na jego odchodzącą sylwetkę i zrozumiałam, że jest na serio bardzo przystojny. Ale zaraz Al zwolnij on ma dziewczynę. W końcu ocknęłam się i ruszyłam do wyjścia.
~~*~~
Zobaczyłam już z daleka szczerzącą się do siebie Megan. Podeszłam do niej.
Zobaczyłam już z daleka szczerzącą się do siebie Megan. Podeszłam do niej.
-A ty co tak się uśmiechasz?
-No, a jak myślisz? Spotkałam nareszcie swoich mężów i dostałam od nich autografy na płycie.
-Skąd ty miałaś ich płytę. Tylko nie mów, że nosisz ją w torebce.
-Może....,zobaczysz? Zrób to dla swojej przyjaciółki, proszę.I powiedz, który jest najprzystojniejszy.
-Ygh, no okey.
Podała mi płytę. Tak na prawdę, to sama chciałam zobaczyć. Nie wiem co się ze mną dzieje. A to wszystko przez tego chłopaka. I przez tą kawę na którą na moje nieszczęsie mnie zaprosił. Chociaż mam ochotę się z nim spotkać. W końcu popatrzyłam na zdjęcie. Każdego dokładnie zilustrowałam. Zatrzymałam się przy ostatnim chłopaku z burzą loków na głowie. Kogoś mi przypomina. Tak jakbym go już wcześniej widziała. Zastanawiałam się chwilę na tym kiedy wyrwał mnie głos Megan.
-No i co który?
-Yyyy, wszyscy są przystojni.
-Też tak uważam, ale który najbardziej?
-Pokazałam na chłopaka z burzą loków na głowie.- Bo tak naprawdę on mi się najbardziej podobał.
-Harry! Wiedziałam, ale i tak przystojniejszy jest mój Zayn. Tylko, że on ma dziewczynę. Głupia Ashley. Prawda Zayn?- I znowu to samo, zaczyna gadać do plakatów.
Tylko zaraz jak ona nazwała tego chłopaka, Harry. Momentalnie zbladłam.To nie może być prawda. To nie możliwe. Wyjechałam 4 lata temu.. Co prawda zawsze uważałam że mój przyjaciel ma talent, ale nigdy nie wiązał z muzyką dalszej przyszłości. Pamiętam jak wieczorem na tarasie śpiewał i grał na gitarze. Uwielbiałam go słuchać. Tak to właśnie Harry był jedynym chłopakiem, którego pokochałam. Bałam się mu o tym powiedzieć, ponieważ nie chciałam stracić naszej przyjaźni. Dlatego też kiedy wyjechałam zamknęłam się w sobie. Tylko on mnie rozumiał. Był takim moim dobrym duchem. Tylko co z tego. Teraz bardzo prawdobodobne jest to, że jest sławny. Nie będzie pewnie pamiętał starej przyjaciółki. No, ale warto chyba zapytać. Prawda? Tylko za jakie grzechy? Ja po prostu nie wiem. Ale za nim zdążyłam co kolwiek powiedzieć wyrwał mnie głos mojej przyjaciółki.
-Co robisz jutro? Może spotkamy się o 15 w Nados?
-Jutro? O 15? Nic, ale o 16 się umówiłam.
-Umówiłam? Z kim? Gdzie? Kiedy? Po co?
-Więcej pytań się nie dało? Nie umówiłam, tylko chłopak, który dzisiaj, że tak powiem uderzył mnie przypadkiem dzrzwiami. Zaprosił mnie na kawę w MilkShakeCity o 16. Pasuje?
-A powiedz mi tylko co to za ciacho cię zaprosiło?
-Yyy, nazywa się Louis.
-Louis! To tak jak Louis Tomlinson z One Direction.
-Yyyy, bo to jest ten Louis z One Direction.
-Dobra, dobra nie musisz się wysilać i tak wiem, że ściemniasz.
-Nie ściemniam! Mówię poważnie. No mi nie uwierzysz?
-Aaaaa o mój bosz...idziesz na randkę z Tomlinsonem. Aaaa.
-Nie ide z nim na randkę! On ma dziewczynę, a ja chłopaka!
-No nie ważne. Przejmujesz się Eleanor. Ona jest głupia.
-Oceniasz , a nawet jej nie znasz. Po za tym jestem z Chrisem. Nie pamiętasz?
-Może i nie znam, ale swoje wiem. Słuchaj.... od kąd pamiętam chcesz zerwać z nim! To dupek! Wyrywa każdą!
-Nie nazywaj go tak, a po za tym to mama chciała, żebym z nim była! Nie chcę się z tobą o niego kłócić. Idziemy do domu?
-Mhm... Tylko i tak uważam, że ten związek nie ma sensu...
-A może on mnie na serio kocha? Hmm..
-Co z tego?! Jeśli ty nie! Dziewczyno! To jest gorsze niż zerwanie z nim! Kłamstwo! Nie widzisz, że się z nim męczysz?! On nie widzi!? To chore!
-Nie musisz się na mnie wydzierać! Jak już zauważyłaśto nie ja decyduję o swoim życiu! Dlatego mogłabys łąskawie mi tego nie wypominać, że go nie kocham!
-Już się nie denerwuj, nie nawidzę jak się kłócimy.- odpowiedziała i od razu mnie do siebie przytuliła. Trwałyśmy chwilę w uścisku, po czym się odsunęłam.
-A tak w ogóle do gdzie jest Grace?
-Musiała jechać z rodzicami na wieś do jej babci. Jutro już będzie.
Rodzice Grace zawsze przywiązywali duża wagę do spotkań rodzinnych, a że dzisiaj była niedziela nie dziwię się, że właśnie tam była Grace. Ona za to za bardzo nie lubiła tego, ponieważ uważała że to wszystko jest na pokaz. Taka nie potrzebna sielanka. Jej rodzice zawsze chcieli być spostrzegani jako cudowna rodzina. A tak naprawdę to były same problemy. Jej rodzice wiecznie się kłócą i chcą wziąć rozwód. Tata Grace ciągle zdradza jej matkę. Najgorsze jest to, że ona o tym wie. Nie może pogodzić się z faktem, że jej mama to akceptuje. Nie mogą wziąć rozwodu, ponieważ mają za duży majątek to podzielenia. A Grace zdązyła się już do tego przyzwyczaić. I nie zwraca na to szczególnej uwagi. Na początku owszem. Miała problemy. Był czas kiedy nawet barła narkotyki, ale na szczęście udało nam się ją z tego wyciągnąć.
~~*~~
~~*~~
Po 10 minutach byłyśmy już na miejscu. Zdjęłyśmy buty i przywitałyśmy się z moją mamą. Weszłyśmy na górę. Mój pokój był w kolorach beżu, a meble białego. Na środku pokoju stało duże łóżko przykryte filoetowym kocem. Na środku leżał oczywiście mój pies, który od razu jak mnie zobaczył, podbiegł i zaczął wesoło machać ogongiem. Meg usiadła na łóżku, a ja wzięłam laptopa. Już po chwili byłam zalogowana na twitterze i facebooku. Cały czas myślałam o chłopaku z lokami, który jak się okazuje nazywa się Harry. Przez chwilę biłam się z myślami czy aby nie zapytać Megan o niego. Chyba to jest w tej sytuacji najlepsze wyjście.
-Meg....bo wiesz...mogłabyś mi trochę powiedzieć o tym One Direction?
-Kim jesteś i co zrobiłaś z Al.
-Ja nie żartuję, powiedz coś o każdym z członków.
-Aaaa, już mówię! No więc tak, zacznę od Louisa. Jak już wiesz nazywa się Louis Tomlinson, ma 21 lat, a jego dziewczyna to Eleanor Calder. Uwielbia marchewki, szelki i rzeczy w paski. Następny jest Zayn Malik, ma 19 lat i jest moim mężem, ma dziewczynę Ashley, kocha swoje odbicie w lustrze i ogólnie siebie. Niall Horan, ma 19 lat, kocha jeść i jest to jedyny blondyn, chociaż farbowany. Liam Payn, ma 19 lat, najbardziej odpowiedzialny z zespołu. Uważany za "Daddy Direction". Następny jest Harry Styles, ma 19 lat, najmłodszy członek zespołu, kocha koty. No to chyba na tyle.
Ostanie imię....Harry Styles, moja twarz zrobiła się biała jak ściana a usta zpierzchły. To niemożliwe. Mój Harry!
-Alice, wszystko w porządku?
-Tak...Mogłabyś jeszcze powiedzieć skąd pochodzi Harry.
-Harry z Holmes Chapel, a co?
-Pamiętasz ja ci mówiłam, że miałam w Holmes Chapel najlepszego przyjaciel? To właśnie chyba jest nim Harry.
-Aaaaaaa!!
Chyba moja przyjaciółka nie zrozumiała powiagi sytuacji, ponieważ zaczęła mnie przytulać i krzyczeć jaką to jestem szczęciarą.
-No nie, najpierw umawiasz się z Lo, a teraz okazuje się, że twoim przyjacilem jest Harry. Ty to masz szczęście. To jest nie fair. Ty ich nawet nie lubisz, a ja bym oddała wszystko za zobaczenie chociaż jednego z nich.
-O już przestań, ja nawet nie wiem czy mnie pamięta. Jeżeli to jest on.
-Napewno cię pamięta. Przyjaciół się tak szybko nie zapomina. Jutro jak się spotkasz z Tomlinsonem, to może cię zaprosi do siebie. Wejdziesz do ich domu, a na kanapie będzie siedział Harry. Od razu się na ciebie rzuci i powie, że tęsknił.
-Wyobraźnia cię poniosła? Zmieniłam się .
-Oj nie przesadzaj. Masz jakieś zdjęcie z nim?
-Mam, ale na strychu.
-To chodź!
Nie odpowiedziałam. Od 2 lat nie oglądałam rzeczy z Holmes. Boję się, że wspomnienia znowu wrócą. Ale skinęłam ruchem głowy na tak i wstałam. Weszłysmy na kręcone schody, które prowadziły na górę strychu. Otworzyłam pierwsze drzwi i ujrzałam drewniane pomieszczenie gdzie roiło się od pajęczyn i kurzu. Jak się nie myliłam, pudło z rzeczami z Holmes było tam gdzie się spodziewałam. W schowku. Nie ma to jak ukrywać wsponienia. Otworzyłam je i nagle wszystko wróciło. Każdy cudowny dzień jak i ten smutny. Spacery nocne. Granie w nocy w Slendermena z Harrym. Takk grałam w to, później mnie starszył kiedy miałam już wrócić do domu. "Nie odwracaj się do tyłu!", "Uważaj, on tam stoi". Nie no po prostu świra można dostać. Wyjęłam album. Czułam już jak łzy spływają po moich policzkach. Wzięłam jedno zdjęcie do ręki.
Było to przed moim wyjazdem. Zdjęcie na pożegnanie. On ma takie, (jeżeli wcześniej je nie spalił) i ja mam takie. Przez pierwszy okres w Londynie to zdjęcie stało na moim biurku. Ale coraz częściej dawało mi to więcej smutku. Dlatego włożyłam je do pudła na strychu. Z resztą mam masę zdjęć z Harrym. Szczerze? Wolałabym nie mieć zdjęć, a mieć Harrego przy sobie.
-Wow...To na serio jest on! Ale z ciebie szczęściara.
-Taaa..
Wyrwałam jej z ręki zdjęcie i z powrotem schowałam do pudła.
-Przepraszam Ali, wiem że jest to dla ciebie trudne.
-Nie masz za co. Nie przejmuj się mną.
-Yhy....Ja już muszę iść. To do jutra.
-Do jutra.
Przytuliła mnie, a po chwili znowu zniknęła z mojego pola widzenia.Wzięłam z powrotem zdjęcie do ręki. Teraz to już się naprawdę się rozpłakałam. Nie dawałam sobie już rady, a jeżeli to prawda. On jest sławnym Harrym Stylesem, za którym przepadają miliony dziewczyn. Tylko dlaczego nie przyszedł do mnie jak był w Londynie? Dlaczeg? Zapomniał o mnie? A może nie wiedział gdzie mieszkam? Ale wtedy mógłby zadzwonić. Ale może nie miał mojego numeru telefonu? Nieważne, teraz pewnie ma lepsze życie. I może dobrze? Jest szczęśliwy, to ja tez powinnam być szczęśliwa. Wzięłam mój telefon do ręki i napisałam smsa mamie "HUG". Zawsze sobie tak pisałyśmy. Usłyszałam jak wchodzi po schodach. Wiedziałam, że to moja mama. Podeszła do mnie i mocno przytuliła. Była dla mnie jak siostra. Nie musiała o nic pytać. Popatrzyła na zdjęcie i już wszystko wiedziała, wiedziała. Wiedziała jak ważny był dla mnie Harry. Może i chciała zrobić ze mnie lekarza, ale i tak zawszę będę ją kochać. Ponieważ wiem, że ona chce dla mnie jak najlepiej. Popatrzyła na zdjęcie i szepnęła mi do ucha.
-Harry, nie chciałby żebyś płakała.
______________________________No i jest pierwszy!\
Jak już zauważyłyście historia odbywa się w 2012r.
Jak Wam się podoba?
Znowuuuu Zmieniłam Bohaterów!
Zapraszam do zakładki! <3
Bardzo zalęzy mi na waszej opini, więc
Zachęcam do komentowania i dodawania się do obserwatorów!
Następny rozdział pojawi się niedługo!
I jeszcze takie pytanie do Was,
mam pisać dłuższe czy krótsze rozdziały?
Kocham Was Directioners! <3
~Julkaa~

awww rozdział cudo!
OdpowiedzUsuńScena w sklepie najlepsza hahhaha :)
Czekam na kolejny tymczasem zajrzyj do mnie czytaj, komentuj, przypominaj o nn u siebie : fame-took-her-love.blogspot.com